Zawsze lubiłam wieś i wszelkie uroki z nią związane.
Nie
przeszkadzało mi nigdy pomaganie przy zwierzętach hodowlanych podczas wakacji u
Babci czy też praca w polu. Choć nie zawsze było łatwo i przyjemnie. Najgorsze
i najlepsze zarazem były żniwa. Najlepsze, bo wujkowi pomagała cała rodzina i
byliśmy razem, natomiast najgorsze a co za tym idzie najbardziej bolesne były
nogi. Całe pocięte i zadrapane od
ścierniska. Największy ból był podczas kąpieli wrrrrr na samą myśl mnie ciarki
przelatują. Teraz wszystko się zmieniło, są super nowoczesne sprzęty i takie
żniwa trwają kilka dni....
Ale moja miłość do ziemi pozostała i staram się jak mogę, by
na tej naszej przydomowej działeczce, choć niewielkiej mieć jakieś swoje
warzywa i owoce.
Chyba najbardziej wyspecjalizowałam się w pomidorach. Robię
ich ok. 150-200 sadzonek. Różnych odmian, choć wiadomo mam swoje ulubione, do
których co roku wracam.
Już niedługo zacznie się kolejny sezon i powolutku się
przygotowuję :P
Co sezon miałam problem z rozróżnieniem sadzonek. Nie w
początkowej fazie, ale już później po kolejnym ich przesadzeniu. W tym roku
wpadłam na prosty, choć troszkę zajmujący pomysł.
Strasznie dużo tego wyszło, ale najwyżej będę już miała zapas na następny rok...
I robienie chorągiewek ....
Mam nadzieję, że trud
się opłaci i nie pomylą mi się już odmiany.....
Miłego tygodnia!











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz