sobota, 13 lutego 2016

Walentynki

14 LUTY

Taka miła data w kalendarzu :) Nie jestem ogromną fanką tego święta, ale też  specjalnie mi ono  nie przeszkadza. W zeszłym roku postanowiłam nie kupować żadnego prezentu moim Kochanym domownikom, tylko przygotować prawdziwą (na tyle ile można bez prawdziwego pieca) pizze.

Zakupiłam więc kamień do pieczenia pizzy. Fajny gadżet, ale można i bez niego przygotować pyszną pizze. Jedyny minus jest taki, że już po pierwszym pieczeniu, kamień wyglądał jak bardzo, bardzo stary. Ale co tam kolor kamienia  - pizza jest chrupiąca i pyszna, a to najważniejsze.

My uwielbiamy pizze z rukolą. Cóż - ja mogłabym jeść rukolę z dosłownie wszystkim - uwielbiam ją. A na dodatek tak łatwo się ją uprawia. W zasadzie, rośnie jak chwast...



Lubię sobie wszystko dobrze przygotować, wówczas samo robienie pizzy jest przyjemne i szybkie. 
Zrobiłam kilka wersji, również z pieczarkami i ananasem. Oczywiście wyszło dużo za dużo, ale u nas nic się nie zmarnuje. I jestem pewna, że moi panowie ze smakiem zjedzą ją z patelni...





Kamień jest już całkowicie czarny i nie da się go niestety umyć, ale to nie zmienia jego właściwości.
Sprawdza się świetnie.

I jeszcze jedna - ze specjalnym przesłaniem dla mojego Męża :)



Życzę każdemu miłych i przyjemnych Walentynek!

środa, 10 lutego 2016

Warzywa

Zawsze lubiłam wieś i wszelkie uroki z nią związane. 
Nie przeszkadzało mi nigdy pomaganie przy zwierzętach hodowlanych podczas wakacji u Babci czy też praca w polu. Choć nie zawsze było łatwo i przyjemnie. Najgorsze i najlepsze zarazem były żniwa. Najlepsze, bo wujkowi pomagała cała rodzina i byliśmy razem, natomiast najgorsze a co za tym idzie najbardziej bolesne były nogi. Całe pocięte i zadrapane od ścierniska. Największy ból był podczas kąpieli wrrrrr na samą myśl mnie ciarki przelatują. Teraz wszystko się zmieniło, są super nowoczesne sprzęty i takie żniwa trwają kilka dni....

Ale moja miłość do ziemi pozostała i staram się jak mogę, by na tej naszej przydomowej działeczce, choć niewielkiej mieć jakieś swoje warzywa i owoce.
Chyba najbardziej wyspecjalizowałam się w pomidorach. Robię ich ok. 150-200 sadzonek. Różnych odmian, choć wiadomo mam swoje ulubione, do których co roku wracam.

Już niedługo zacznie się kolejny sezon i powolutku się przygotowuję :P



Co sezon miałam problem z rozróżnieniem sadzonek. Nie w początkowej fazie, ale już później po kolejnym ich przesadzeniu. W tym roku wpadłam na prosty, choć troszkę zajmujący pomysł.
Zapisałam wszystkie warzywa jakie już kupiłam i wydrukowałam je w kilku, kilkudziesięciu kopiach (w zależności od potrzeb). A potem wycinanie i klejenie....


 


Strasznie dużo tego wyszło, ale najwyżej będę już miała zapas na następny rok...


 I robienie chorągiewek ....





Zajęło mi to kilka wieczorów, teraz tylko muszę je posegregować i jestem gotowa do pracy.
Mam nadzieję,  że trud się opłaci i nie pomylą mi się już odmiany.....


Miłego tygodnia!

środa, 3 lutego 2016

Chleb

Nie wyobrażam sobie swojego życia bez chleba. Moi domownicy również.
Uwielbiam smak chrupiącej skórki, jeszcze ciepłej kromki z odrobiną masła i pomidorem. Mmmm.
Najlepszy chleb piekła moja babcia. Zwykły pszenny ale za to w ogromnym piecu chlebowym. Pamiętam, że często siedziałyśmy razem i czekałyśmy na wyjęcie ogromnych bochnów i podpłomyki, które nie wiedzieć czemu znikały w niewyjaśnionych okolicznościach i to w ekspresowym tempie.....

Niestety chleb ze sklepu niewiele ma wspólnego z tym z mojego dzieciństwa i dlatego sama piekę w domu. 
Nie jest to wcale aż tak pracochłonne jakby się wydawało,. Na początku używałam maszyny do wypieku chleba, ale jednak to nie było to. Dlatego przeszłam na pieczenie chleba w piekarniku i w smaku jest całkiem podobny do tego z prawdziwego pieca chlebowego. A cały dom pachnie obłędnie!







Rozczyn robię pół na pół z suchych drożdży i ze świeżych. Mam wrażenie, że chleb jest wtedy smaczniejszy, a skórka bardziej chrupka.


Ciasto wyrabiam w maszynie - mój najlepszy zakup, oczywiście można ręcznie, ale jak się ma pomocnika to trzeba go wykorzystać.




Tym razem upiekłam sześć sztuk. Jeden zjedliśmy od razu.... Taki był pyszny. Pozostałe zamrażam i powiem szczerze, że po rozmrożeniu jest równie dobry jak świeży i można go jeść przez tydzień - nie traci nic na swoim smaku.

Pozdrawiam!