środa, 29 czerwca 2016

Warzywniak

Posiadanie własnych warzyw choćby na małej działeczce potrafi dostarczyć wiele radości, dlatego bardzo lubię te chwile, kiedy nagle okazuje się, że brakuje w kuchni jakiegoś warzywa czy zieleniny a wtedy na bosaka biegnę do ogródka i przynoszę to co potrzebuję.
Kiedy zaglądam między grządkami i zrywam świeżutkie pachnące liście warzyw, czy to selera, pora, szczypiorku i taki pachnący bukiet zanoszę do domu. Mmm...

Niestety zauważyłam bardzo smutną i niepokojącą tendencję - zanik przydomowych ogrodów warzywnych. Wiem, że teraz wszystko można kupić i zaopatrzyć się w warzywniaku czy w markecie, ale przecież to zupełnie nie to samo.  Nie wiem czym to jest spowodowane, ale na prawdę zachęcam do choćby maluteńkich warzywniaków. To nie powtarzalny smak i zapach i radość z własnoręcznie uprawionych warzyw :)



Na etapie budowy już mieliśmy zorganizowany mały ogródek. Nie wiedziałam wtedy, że  tak się rozrośnie. Zdecydowaliśmy się na uprawę pomidorów. Na początku kupiliśmy małą folię, jednak nie zdała egzaminu. Na naszą rodzinę okazała się stanowczo za mała :) Następna, również tej samej konstrukcji i firmy lecz już większa wytrzymała tylko dwa lata. Niestety zimą spadła na nią wielka czapa śniegu ze stojącego przy niej dachu garażu i złamała się w pół. W zasadzie nie było co zbierać..


Postanowiliśmy zrobić drewnianą folię, śmieję się, że na wymiar, pasująca idealnie do naszego terenu. I tak powstał mój wymarzony tunel foliowy, wysoki, szeroki i długi na tyle ile pozwalało miejsce. 
Mój kochany Mąż stanął na wysokości zadania i z pomocą mojego Taty we dwóch zbudowali to cacuszko!



Folia z pomidorami z uprawy zeszłorocznej.
 Ostatnie zbiory z 2015r. Następnego dnia na dworze zrobiło się biało :P
 A to już początek maja. Pomidorki zasadzone i tylko zostały te do wysadzenia do gruntu.
 Rosada sałat i kwiatów (część).
 Pomidory rosną jak szalone. I to bez chemii, tylko naturalny nawóz.
 I jest już pierwszy, wyczekany pomidor:)
Folia sprawdza się świetnie. Pomidory rosną fantastycznie, nie mają ciasno i pną się pięknie do góry. Myślę, że w ubiegłym roku zebraliśmy ok 200 kg pomidorów z samej folii. Oczywiście, że część poszło na bieżącą konsumpcję, ale resztę przetworzyłyśmy na przecier pomidorowy, około 100 litrów. Tak - ręce mało nie odpadły ... No ale potem jaka jest wygoda. Otwiera się tylko słoik i już jest - gotowe :)
 
Jak co roku sadzimy pomidory również w gruncie. W ubiegłym roku owocowały wcale nie gorzej niż te we folii. Zobaczymy jak będzie w tym roku. Czas pokaże.

Obok - kapusta kamienna głowa. Taka jeszcze malutka, teraz jest nie do poznania!

Pozdrawiam,
Magda






piątek, 8 kwietnia 2016

Grill czas zacząć :)

Domowe HAMBURGERY

Zrobiło się ładnie i strasznie zatęskniliśmy za grillem..  Chodził za nami zapach brykietu, odymionego mięska, więc nie zastanawialiśmy się za długo tylko sobie zrobiliśmy prawdziwą ucztę na rozpoczęcie sezonu.

Pogoda była wspaniała, jednak nie na tyle aby jeść na tarasie. Nie lubię jeść potraw z grilla w domu, ale o tej porze roku nie ma wyboru.
Postanowiłam, że będą to hamburgery. Wszyscy domownicy je uwielbiają, więc to jeszcze większa przyjemność z "gotowania".
Mięso miałam już wcześniej przygotowane i zamrożone na wszelki wypadek. Z ekologicznej świnki mam przygotowane porcje mięsa mielonego - doprawione tak jak na kiełbaskę. Dodaję tylko całe jajo lub dwa w zależności od ilości hamburgerów.




Robię kulki - dość duże, ponieważ pod wpływem temperatury zmniejszają swoją powierzchnię o ok. 1/3 i grilluję po 3 - 4 minuty z każdej strony.

W ubiegłym roku nie piekłam bułek, a kupowałam te gotowe do hamburgerów. Przyznam szczerze, że nie smakowały nam. Upiekłam z jakiegoś przepisu wyszukanego w internecie i okrutnie się rozczarowałam. Można było na nich połamać sobie zęby ....
Nie poddałam się i w tym roku znalazłam wreszcie przepis, który po pewnych modyfikacjach smakuje całej rodzinie,  a bułeczki są puszyste i bardzo, bardzo smaczne.
Te które nam zostały, zjedliśmy na drugi dzień i były na prawdę dobre i serdecznie je polecam.

Przepis na puszyste bułki do hamburgerów:

  • 1 filiżanka mleka
  • 1 filiżanka wody
  • 2 łyżki czubate masła
  • 1 łyżka cukru
  • 2 łyżeczki soli
  • 6 filiżanek mąki pszennej
  • 1 opakowanie drożdży suszonych
  • 1 żółtko jaja
  • 1 łyżka wody
  • sezam do posypania
Wymieszaj mleko, wodę, masło, cukier i sól w rondelku. Zagotuj. Po ostygnięciu dodaj mąkę i drożdże. Mieszaj mikserem lub ręcznie ok. 8-10 min. 
Po tym czasie przełóż ciasto do miski, przykryj ją ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na ok. 1h aby podwoiło swoją objętość.

Podziel ciasto na porcje (wielkość według uznania) i pozostaw na kolejne 20 minut pod przykryciem. 
Posmaruj bułeczki rozmąconym żółtkiem z łyżką wody i posyp sezamem. Wstaw do nagrzanego piekarnika do 200 C i piec przez 15 minut aż będą ładnie spieczone od góry.



Jutro też będzie grill, mniammm......
Magda,


Kartki, karteczki

Post "trochę" spóźniony, ale...

Uwielbiam wszelkie Święta. Ten czas oczekiwania, sprzątania, gotowania, pieczenia jest niezwykle przyjemny i kojący.
Szczerze powiem, że strasznie nie lubię życzeń składanych poprzez smsy czy maile. To takie mało eleganckie i jak dla mnie niewiele znaczące a już na pewno nie świąteczne.  Kocham słowo pisane, wszelkie kartki, karteczki, listy. To takie sympatyczne, czytać tą samą kartkę tysiąc razy i za każdym razem się uśmiechać. 
A sms? Cóż- dziś jest a jutro już go usunę, zupełnie nic nie warte słowa- oklepane, wysyłane do wszystkich osób z książki telefonicznej. Zupełnie bez uroku. 






W tym roku też wysłaliśmy kartki, a jakże :)

Pozdrawiam serdecznie,

Magda

poniedziałek, 21 marca 2016

Urodzinki

19.02  to szczególna data w moim sercu - urodziny mojego Wyczekanego, Upragnionego i Najukochańszego Synka na Świecie!

W tym roku nasz Skarbeczek skończył dwa latka! Na roczek zorganizowaliśmy "bal" natomiast teraz nie organizowaliśmy przyjęcia. 

To był niezwykle miły okres - Tomuś dostał prezenty od osób, których się wcale, ale to wcale nie spodziewaliśmy :) Kiedy to pan Listonosz przychodził z kolejną i kolejną paczką - tylko przecierałam oczy ze zdumienia!

Ale największą niespodziankę sprawiła nam Matka Chrzestna. Zabrała swoje dzieciaki i ciocię, upiekła piękny tort, i przyjechała :)
To było niezwykle miłe - totalne zaskoczenie! Szkoda tylko, że Chrzestny nie zdążył dojechać - bylibyśmy w komplecie.


Na szczęście ukochany wujek Wo-Wo - późno, bo późno - ale dojechał w piątek i tak świętowaliśmy do niedzieli:)


Tort miał być w formie ukochanego pach- pach. Chciałam, żeby był czerwony, taki jak prawdziwy URSUS ale niestety okazało się, że barwniki były przeterminowane. Został cały biały z czekoladowymi oponami. Może to i lepiej, bo osobiście nie przepadam za nazbyt kolorowymi ciastami.
Tomusiowi na tyle się spodobał szablon, że cały czas mi go podkradał ...










Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 13 lutego 2016

Walentynki

14 LUTY

Taka miła data w kalendarzu :) Nie jestem ogromną fanką tego święta, ale też  specjalnie mi ono  nie przeszkadza. W zeszłym roku postanowiłam nie kupować żadnego prezentu moim Kochanym domownikom, tylko przygotować prawdziwą (na tyle ile można bez prawdziwego pieca) pizze.

Zakupiłam więc kamień do pieczenia pizzy. Fajny gadżet, ale można i bez niego przygotować pyszną pizze. Jedyny minus jest taki, że już po pierwszym pieczeniu, kamień wyglądał jak bardzo, bardzo stary. Ale co tam kolor kamienia  - pizza jest chrupiąca i pyszna, a to najważniejsze.

My uwielbiamy pizze z rukolą. Cóż - ja mogłabym jeść rukolę z dosłownie wszystkim - uwielbiam ją. A na dodatek tak łatwo się ją uprawia. W zasadzie, rośnie jak chwast...



Lubię sobie wszystko dobrze przygotować, wówczas samo robienie pizzy jest przyjemne i szybkie. 
Zrobiłam kilka wersji, również z pieczarkami i ananasem. Oczywiście wyszło dużo za dużo, ale u nas nic się nie zmarnuje. I jestem pewna, że moi panowie ze smakiem zjedzą ją z patelni...





Kamień jest już całkowicie czarny i nie da się go niestety umyć, ale to nie zmienia jego właściwości.
Sprawdza się świetnie.

I jeszcze jedna - ze specjalnym przesłaniem dla mojego Męża :)



Życzę każdemu miłych i przyjemnych Walentynek!

środa, 10 lutego 2016

Warzywa

Zawsze lubiłam wieś i wszelkie uroki z nią związane. 
Nie przeszkadzało mi nigdy pomaganie przy zwierzętach hodowlanych podczas wakacji u Babci czy też praca w polu. Choć nie zawsze było łatwo i przyjemnie. Najgorsze i najlepsze zarazem były żniwa. Najlepsze, bo wujkowi pomagała cała rodzina i byliśmy razem, natomiast najgorsze a co za tym idzie najbardziej bolesne były nogi. Całe pocięte i zadrapane od ścierniska. Największy ból był podczas kąpieli wrrrrr na samą myśl mnie ciarki przelatują. Teraz wszystko się zmieniło, są super nowoczesne sprzęty i takie żniwa trwają kilka dni....

Ale moja miłość do ziemi pozostała i staram się jak mogę, by na tej naszej przydomowej działeczce, choć niewielkiej mieć jakieś swoje warzywa i owoce.
Chyba najbardziej wyspecjalizowałam się w pomidorach. Robię ich ok. 150-200 sadzonek. Różnych odmian, choć wiadomo mam swoje ulubione, do których co roku wracam.

Już niedługo zacznie się kolejny sezon i powolutku się przygotowuję :P



Co sezon miałam problem z rozróżnieniem sadzonek. Nie w początkowej fazie, ale już później po kolejnym ich przesadzeniu. W tym roku wpadłam na prosty, choć troszkę zajmujący pomysł.
Zapisałam wszystkie warzywa jakie już kupiłam i wydrukowałam je w kilku, kilkudziesięciu kopiach (w zależności od potrzeb). A potem wycinanie i klejenie....


 


Strasznie dużo tego wyszło, ale najwyżej będę już miała zapas na następny rok...


 I robienie chorągiewek ....





Zajęło mi to kilka wieczorów, teraz tylko muszę je posegregować i jestem gotowa do pracy.
Mam nadzieję,  że trud się opłaci i nie pomylą mi się już odmiany.....


Miłego tygodnia!